Opisać świat nie jest łatwo, opisać nonsens - niemożliwe. Lasciate ogni speranza, voi chentrate.
Blog > Komentarze do wpisu
Między mopem a poezją. Dzień 104

         Jak w każdą sobotę pojechałam rano na wieś do ojca.  Nie powiem, żebym się bardzo napracowała, ale jak co tydzień, ta sama praca: rano pakowanie, coś do jedzenia, dzisiaj wiozłam placek z dżemem, u siostry kawa, potem na rower, sprzątanie, mycie naczyń, obchód obejścia, poprawienie tego czy tamtego, przebrałam jabłka w piwnicy, bo zaczynają się psuć. Ptaki zjadły to, co powiesiłam tydzień temu i zaczepiłam nowe porcje. Zostawiłam kolejne 100 zł na przywiezienie drzewa z lasu. Niestety, do zrąbania trzeba będzie nająć osobno i osobno zapłacić, więc  w sumie nie wiem, ile mnie to wyniesie. Zapakowałam marchewkę na świąteczny piernik. Znalazło się parę jajek, dostałam też mleko. O czwartej powrót i szybkie mycie głowy, ogarnięcie kuchni, wyczyściłam piekarnik po ostatnich kilku pieczeniach. Włosy schną, w tym czasie nastawiłam pranie, popodlewałam kwiatki, umyłam podłogę, potem sama pod prysznic i przygotowałam świąteczną paczkę z prezentami dla I. Wreszcie się do niej wybrałam. 

         Nie siedziałam długo,  pół godzinki, ponieważ tak naprawdę szłam do najdroższej w mieście kawiarni, gdzie miał się odbyć wieczór poetycko-muzyczny. Dowiedziałam się wczoraj. Poetki nie znałam, ale miał być Piotruś P., dawny znajomy. Co tam, myślę sobie, pójdę, nie można tylko w domu siedzieć. Myślałam, że I. da się namówić, ale nie chciała. A wiec najdroższa w mieście restauracja wzorem wielu innych kawiarni i lokali w większych miastach zaczęła organizować wieczory kulturalne dla swoich gości. No i po raz pierwszy skorzystałam z ich oferty ;-) Namówiła mnie Ewuś, ona wie takie rzeczy, a występująca poetka to jej znajoma. Poza tym był Piotruś K., ale spotkałam jeszcze innych tak zwanych działających w kulturze: Sławka N. i Monikę P.-G. Głowna bohaterka wieczoru czytała swoje wiersze i niektóre śpiewała.  Pomagali jej Piotruś jako recytator,  Sławek jako recytator i muzyk multiinstrumentalista, Monika na gitarze, ktoś jeszcze na klawiszach, nie znam. Jeszcze jedna pani, której nie znałam, również czytała. Było jedno tango, bardzo wyraziste, byłą piosenka o rozstaniu w burzy i ta podobała mi się najbardziej, chociaż końcówka okazała się bez wyrazu i bez sensu. Poza tym dużo wierszy, trochę jakby scenek dialogowych, niekiedy satyrycznych. W każdym razie koncert trwał ponad godzinę, nie wszystko mi się podobało, ale i takie wieczory są potrzebne. Ludzi było sporo, właściwie wszystkie stoliki zajęte. Dosiadłam się do J. i E., a potem jeszcze dołączyła do nas Ewuś. Wkrótce towarzystwo z sąsiedniego długiego stołu w liczbie paru starszych pań opuściło lokal w połowie wiersza. Chyba się im nie podobało. 

           Nie byłam pewna czy dam radę do końca, przy wejściu spotkałam Piotrusia i spytałam, na ile obliczona jest całość. Zdobył się na dowcip: "Do końca cierpliwości słuchaczy" - powiedział. No faktycznie, do niego trzeba było mieć cierpliwość. Gość, który chwali się dorobkiem scenicznym jak on mógłby nauczyć się lepiej modulować głos zwłaszcza do mikrofonu ;-) 

           W każdym razie z okazji dzisiejszej rocznicy było tez i refleksyjnie, przynajmniej chwilami. Niektórym obecnym wyraźnie się podobało. Wytrwałam do końca choćby z tego powodu, że kelner z rachunkiem przyszedł dopiero po zakończeniu występu ;-) Nie, no dobra, nie będę złośliwa. Rzeczywiście byłam w tym lokalu po raz pierwszy.  Mówią, że jest najdroższy w mieście. Nie sprawdzałam, zamówiłam tylko białą herbatę. Mieli  białą herbatę! To na pewno ewenement, bo w innych nie mają, oczywiście nie mówię o lokalach w większych, na przykład wojewódzkich miastach. Piszę o miasteczku bardzo prowincjonalnym.  Więc dostałam tutaj białą herbatę, sypaną, w dzbanuszku zaparzaną w takim drucianym zaparzaczu. No i jak na najdroższy ponoć tutejszy lokal zapłaciłam wraz z napiwkiem połowę tego, co zdarto ze mnie w pewnym  mieście turystycznym. Ale to jednak prowincja, więc  nawet to najdroższe jest tańsze niż w centrum ;-) Co wcale nie znaczy, że ludziom żyje się łatwiej i lepiej. Ale skoro miejscowa młoda poetka może wystąpić przed publicznością i ta publiczność przychodzi, to może coś w tej prowincjonalnej mentalności się zmienia na lepsze.

          W sumie dzień udany z idealnie zachowanymi proporcjami między pracą a kulturą, byciem dla innych a byciem dla siebie, między codziennością a wyjątkowością, między rozmyślaniem o sobie a słuchaniem innych. 

sobota, 13 grudnia 2014, onikra

Polecane wpisy