Opisać świat nie jest łatwo, opisać nonsens - niemożliwe. Lasciate ogni speranza, voi chentrate.
Blog > Komentarze do wpisu
Praca nad sobą. Dzień 227

        Zaczęłam od zapisania w kalendarzu zadań na dzień dzisiejszy. Właściwie w dwóch kalendarzach, bo jeden jest przeznaczony do spraw zawodowych, a drugi prywatny. Od rana trzymałam się planu i krok po kroku realizowałam to, co wczoraj zapisałam. Spis zawodowy wykonałam w stu procentach, a nawet okazało się, że udało się zrobić więcej. Spis dotyczący życia prywatnego nie wyszedł w całości, ale i tak jestem zadowolona. Prawdę mówiąc plany były na wyrost. Ale w porządku, dałam radę ogarnąć to, co najpilniejsze. Pranie się kończy, ziemię kupiłam i rozsadziłam paprykę z jednej skrzyneczki. Na drugą skrzynkę nie mam już pojedynczych doniczek, więc poczekają do następnego razu, jeszcze nie są bardzo duże. Opryskałam krzew laurowy, bo choruje, ale widzę, że poprzednie pryskanie pomogło. Ma nowe listki. Może udało się go uratować.

         Powinnam zamiast dwóch robić trzy listy zadań: zawodową, domową i osobistą. Osobista obejmowałaby czas na lekturę książki, pielęgnowanie ciała :-), aromatyczne kąpiele, maseczki, manicure, pedicure, balsamy, depilację, może kino itp. Przydałaby się jeszcze rubryka zadań towarzyskich: telefony, pogaduszki z koleżankami, kawa z przyjaciółką, ale ostatnio ta sfera w moim życiu nie istnieje. Nie mam już czasu i siły na cokolwiek wykraczającego poza codzienne konieczności. A chleb dzisiaj kupić musiałam. I papier toaletowy. I zostać dłużej w pracy też musiałam, bo pisałam zaległe pisma, na które nigdy nie mam czasu. Jutro muszę pójść odebrać je z sekretariatu opieczętowane i podpisane przez szefa, bo dzisiaj wybył i nie zdążyłam.

         Nie ma wyjście, jeśli chcę zaprowadzić jakiś porządek w swoim codziennym chaosie, muszę prowadzić kalendarze, i to dwa. Kiedyś, dawno temu, w latach młodości już coś takiego robiłam, a potem zarzuciłam. Dawałam radę bez tego. Widzę jednak, że bez reżimu kalendarzowego marnuję dużo czasu, zdarza się zapomnieć o czymś ważnym i potem na łeb, na szyję, naprędce nadrabiam robotę. A to mnie denerwuje, bo nie lubię żyć w pośpiechu, w pogoni za czasem. Lenistwo jednak też nie daje satysfakcji ;-) Podziwiam ludzi, którzy są poukładani i dzień mają zaplanowany co do minuty. Z drugiej strony jednak coś takiego też by mnie męczyło i dusiło. Trochę luzu potrzebuję, trochę miejsca na nieprzewidywane zdarzenia, wolny czas na myślenie, na leżenie, margines na nagłą zmianę planów.  Aby tylko nie przesadzić i całkiem na żywioł nie iść, bo na dłuższą metę zaczyna to być męczące.Doszłam właśnie do takiego momentu, że mnie męczy taki totalny brak porządku, poza godziną wyjścia do pracy codziennie. No i dlatego zaczynam pracę nad sobą.

          Jutro będzie długi dzień i też zaraz zapiszę szczegółowy plan. Ale przyznam, że dzisiaj trzymając się planu jednak zmęczyłam się, bo czasu na oddech nie było. Tyle tylko, że wiem, co zrobione i wiem, co zostało. Trudno, podłóg dzisiaj już myć nie będę.

środa, 15 kwietnia 2015, onikra

Polecane wpisy

Komentarze
2015/06/19 23:05:55
Zamiast malutkich doniczek zbieram te środki z papieru toaletowego, ustawiam je potem w skrzyneczkach i każdy napycham ziemią. W to wsadzam sadzonki i tak sobie rosną. Potem do gleby nawet z papierem.
-
2015/06/21 08:18:39
Ojej, nie wpadłam an to, też spróbuję :-) Dzięki za podpowiedź!