Opisać świat nie jest łatwo, opisać nonsens - niemożliwe. Lasciate ogni speranza, voi chentrate.
Blog > Komentarze do wpisu
Bez planu. Dzień 260

      Usiłowałam coś zaplanować. Bez powodzenia. Jakoś mi trudno. Czekałam na ładną, ciepłą pogodę. I była. Nie pomogło. Na szczęście w pracy zmobilizowałam się na tyle, że mam przygotowane materiały na miesiąc do przodu. Przynajmniej tę część, która jest najważniejsza.  A potem wszystko popsuły dwie nieprzyjemne sprawy, a właściwie jedna, bo druga to tylko takie małe moje odkrycie.

       Znowu na tapecie sprawa braku pracy dla MB. Tylko że to nie kwestia rzeczywistych braków, a niezrozumiała polityka kadrowa, bo ta praca jest i zrobiona być musi! Kwestia tylko kto ją zrobi i jakim kosztem, to znaczy komuś to dołożą, ale to oznacza, że zabiorą znowu coś innego. Najgorsze jest to, że najpierw ktoś mówi, że tej pracy niem, bo stanowisko będzie likwidowane, potem znowu, ze jednak nie jest to do końca przesądzone i może zostanie. No to do cholery niech w końcu powie, jak jest! Przecież nie można tak człowieka trzymać w niepewności. To nieludzkie.

      Moje odkrycie zaś dotyczy pustej sali, niemal konferencyjnej, z pełnym wyposażeniem multimedialnym, która  - okazało się - no właśnie stała pusta. Akurat tak się złożyło, że w zasadzie poza swoimi normalnym trybem, musiałam poszukać sobie miejsca, no i trafiłam na ten pustostan. To niepojęte! Mamy czasem taki natłok ludzi, że trudno gdzieś się umieścić, baza lokalowa to nasza największa bolączka. A tutaj pusta sala, przy czym doskonale wiem, kto za tym stoi i kto sobie niejako urządził w niej nieformalny gabinet. Ale można się było po niej tego spodziewać. To właśnie taki człowiek.

      Ponieważ żadne planowanie mi nie wyszło, skoczyłam na górę na czwarte zobaczyć, jak idzie EPo. W porządku. Daje radę. Udzieliłam jeszcze paru konsultacji i wyruszyłam do jeszcze jednego sklepu po te nieszczęsne buty, których nigdzie nie mogę kupić. No i były nawet fajne wzory, takie, jakie chciałam, ale wszystkie o numer za małe.  Jak pech, to pech.  Wstąpiłam więc do jakiegoś nowego ciuchowego, nie znałam go. Nie wiedziałam,  że w ogóle jest. Jakieś dziwne tam rzeczy mają. Sprawdzałam metki, niby polska produkcja, ale coś jednak mi się nie podoba. Ale z drugiej strony, materiałowo i gatunkowo to nie są jakieś wystrzałowe rzeczy. Raczej pośledniejszego gatunku. Za niskie ceny. Muszę sprawdzić, może w Internecie coś będzie.

       Naleciało mnie i kupiłam czekoladę do picia. Wezmę jutro na cały dzień do pracy. Może jakoś przetrzymam ;-)

poniedziałek, 18 maja 2015, onikra

Polecane wpisy