Opisać świat nie jest łatwo, opisać nonsens - niemożliwe. Lasciate ogni speranza, voi chentrate.
Blog > Komentarze do wpisu
Nadal leżę prawie nieżywa. Dzień 248

         Jestem wykończona. Wstałam rano, chodzę, przyjechałam rano właśnie do pracy, było pogodnie. Odsiedziałam swoje przypisane godziny ledwo powstrzymując opadające powieki, nadciągnęły chmury i ulewa. Akurat w czasie, gdy wracałam z pracy na chwile się wypogodziło, a potem znowu burza, grzmoty, ulewa.  Padłam. Ciśnienie spadło mi nie wiem jak bardzo, ale wstać nie mogłam. Zresztą, padało, więc i tak nigdzie bym nie poszła, choć obiecałam I. wstąpić, bo mam dla niej bilet na spektakl. Po godzinie znowu się wypogodziło i prawie z zamkniętymi oczami jednak wyszłam do miasta. Obiecałam też L. kupić dzisiaj bilety dla niej i jej koleżanek. Więc się zmusiłam.  U I. wypiłam chyba z litr zielono-owocowej herbaty. Porozmawiałyśmy o różnych bolączkach człowieczych. O jej problemach z synem, o chorobie mojego szwagra, o pracach w ogrodach, o sadzeniu pomidorów, kartofli i takich tam. Obie jesteśmy zmęczone i tak siedziałyśmy przy tym stole, nad filiżankami z herbatą, podpierając rękami głowy. Każdy ma swoje problemy i troski. Takie życie. Dojmujące zmęczenie jest chyba najbardziej widoczne u większości ludzi. Robi się smutno, szaro, dołująco. Nawet pogawędka przy herbacie nie za wiele pomaga. Bo jak pomóc na brak czasu, pieniędzy, zdrowia, perspektyw?

        Jadąc rano busem stanęliśmy w korku z powodu manifestacji. Szła spora grupa z transparentami, balonikami, ale byliśmy za daleko, żeby zobaczyć o co chodzi. Pomyślałam, że potem zajrzę na portale informacyjne i się dowiem, co to było. Otwieram, a tam na pierwszej stronie nagłówek krzyczy, że zwolennicy Kukiza mają dzisiaj manifestować na ulicach. O, kurczę, to już i u nas, jak w stolicy będą maszerować manifestacje co rusz?! Ale czytam dalej, owszem, mieli wyjść, ale nie w naszym mieście. Ufff, odetchnęłam.  Tutaj rozgrywały się sprawy lokalne: marsz i festyn dla ludzi niepełnosprawnych intelektualnie zorganizowany przez zakład rewalidacyjny czy jakoś tak. Dlatego w sumie poruszali się dość wolno, sporo ludzi na wózkach, z opiekunami,  dzieci.  Żeby było bezpiecznie, musiano iść w tempie do nich dostosowanym, z tyłu zaraz za manifestantami jechała karetka na sygnałach świetlnych. I tutaj zaraz odezwały się głosy prymitywnych buraczanych kierowców, że między manifestantami a karetką powinno być miejsce, żeby oni mogli sobie przejechać, gdy kolumna przechodziła przez skrzyżowanie.  Bo tak się złożyło, że kolumna przeszła i stanęła zaraz za skrzyżowaniem,a  karetka jadąca za nimi musiała też stanąć i wypadło, że stała na środku skrzyżowania, blokując przejazd samochodom. I bardzo dobrze, że stała! A ci wszyscy kierowcy, co im się tak spieszyło, to idioci. Tam szli niepełnosprawni ludzie, w tym dzieci, którym mogło wszystko wpaść do głowy, na przykład nagle się taki dzieciak może wyrwać, odwrócić, cofnąć wprost pod koła akurat spieszącego się kierowcy. i co wtedy??! Nie pomyślał jeden z drugim?! Tylko się spieszy jeden z drugim i pomiędzy ludźmi chciałby jechać, aby tylko dwa metry luki znaleźć! W sumie to trwało dwie, góra trzy minuty. Można poczekać. Chyba nie tragedia.

         Czemu Polacy są tacy egoistyczni. tylko o sobie myślą, tylko własne ja się liczy,  własny pośpiech i własne sprawy. Całe szczęście, że ta karetka jednak jechała w miarę blisko za manifestantami i wjechała za nimi na to skrzyżowanie, bo jakiś dureń mógłby próbować rozerwać kolumnę i na siłę się wcisnąć pomiędzy, a wtedy tragedia gotowa.  Pszenno-buraczane prymitywy.

        Na portalu oglądałam zdjęcia z dalszej części akcji.  Na koniec były zabawy, tańce i kiermasz na placu. Szkoda tylko, że to w godzinach pracy i nawet kto by chciał dołączyć, wspomóc działalność ośrodka rewalidacyjnego, to nie miał jak.  Często kupuję różne fajne rzeczy robione przez podopiecznych w ramach terapii zajęciowej. Jak na kiermaszach coś takiego znajdę, to można na prezent bardzo ładne i pożyteczne rzeczy kupić. A dla nich to pomoc w zakupieniu materiałów do dalszej działalności. Dzisiaj nie dało rady, bo w środku dnia, w czasie pracy.  Może następnym razem.

środa, 06 maja 2015, onikra

Polecane wpisy

Komentarze
2015/05/07 20:26:54
Prawda bywa bolesna :( Życzę odzyskania sił, w końcu wiosna jest, wszystko się zieleni :) Pozdrawiam.
-
2015/05/07 21:23:59
Kawa pomaga w takich sprawach.
Dobrze ze nie politycznie napisane. .
Tak świat jest samolubny .
-
2015/05/07 22:30:02
Silvery, no i czasem ta bolesna prawda wkurza :-( A siły może przyjdą, tylko w pracy mam trochę teraz ciężko.
-
2015/05/07 22:30:54
O, kawa już prawie na mnie nie działa, potrafię zasnąć po niej. Chyba organizm się przyzwyczaił :-(