Opisać świat nie jest łatwo, opisać nonsens - niemożliwe. Lasciate ogni speranza, voi chentrate.
Blog > Komentarze do wpisu
Refleksje porzeczkowe. Dzień 316 i 317

     Tak jakoś deszczowo się zrobiło. Ciśnienie musi być słabe, bo wczoraj  po południu padłam na dwie godziny i mnie zamroczyło, a już wieczorem po dziesiątej nie pamiętam nawet, kiedy zasnęłam.  Dokończyłam zrywanie porzeczek, kolejne słoje na sok zasypane. Przyszło mi do głowy zrobienie mrożonego sorbetu. Po co ja mam kupować go w sklepie, skoro mogę zrobić? Będzie zamiast lodów. Odstawiam kupowane słodkości i inne "duporosty", jak mawiała moja dawna znajoma.  Zważyłam się: kilo 30 w dół! Jestem z siebie dumna. Dieta ogródkowa przynosi efekty. A wczoraj przez cały dzień jadłam ryż zapiekany z jabłkami i z cukrem! 

      Siedząc nad tymi porzeczkami, najpierw przy rwaniu, potem je przebierając, ma się dużo czasu na snucie refleksji.  na przykład o tym, że człowiek na co dzień nie docenia tego, co ma.  wstaje rano i narzeka, że musi wstać, iść do pracy, męczyć się, użerać, coś na pewno nie wyjdzie, coś się rozsypie, coś się zapomni, ktoś nas wkurzy, nadepnie na odcisk. Jakoś tak w naturze mamy dostrzeganie złych stron, przykrości, dolegliwości, nakręcamy się negatywnie, na narzekanie. Zna ludzi, którzy nie odezwą się, żeby nie ponarzekać na życie, los i ludzi. Jaki temat nie zaczniesz, zawsze mają negatywne zdanie, negatywne emocje i znowu narzekanie. A mnie wczoraj naszły refleksje o zadowoleniu i wdzięczności. Wdzięczności wobec losu, życia i ludzi, których mam dookoła. No owszem, wkurzają mnie, ale wyobraziłam sobie, jak wyglądałoby moje życie, gdyby ich nie było. Strasznie pusto i smutno. Dzień był deszczowy, ale udało się pojechać do miasta po zakupy, za 15 zł kupiłam trzy opary spodni, chustę, szal i sukienkę. Byliśmy oczywiście w ciuchlandzie. Wszystko za połowę ceny, takie hasło obowiązuje tutaj w poniedziałki.

      Potem między deszczami cyrklowałam, żeby urwać porzeczki.  Tu deszcz, tu chaszcze, pokrzywy,  ciśnienie spada, mnie opadają powieki, ale przedzieram się w tych swoich gumofilcach przez wysoką trawę w krzaki.  Jest fajnie! Porzeczki duże, słodkie. Jestem wdzięczna tym, którzy te porzeczki sadzili kilkanaście lat temu. Stare są, ale wciąż owocują, a ja mam swoje soki i dżemy.  I najważniejsze: mogę je zrobić. Co ma powiedzieć osoba, która nie może? Doprawdy, niewdzięcznością byłoby narzekać na ból, chroniczny brak czasu, złościć się na niedogodności, na brak sprzętu, gdy wciąż można sprawnie się poruszać, zerwać owoce, spożytkować je, czerpać z darów natury, i tego, co ktoś i ja sama pielęgnowałam przez tyle lat. Tak, mam mnóstwo niezrobionych spraw, nieskoszona trawa, nie ogarniam całego ogródka i mi zarasta w zastraszającym tempie, nie umiem naostrzyć kosy, nie udało mi się w tym roku wykorzystać na uprawy całego ogrodu na polu i na tym nieuprawianym kawałku wyrosły ogromne chwasty. Cóż, trudno. Nie nadążam., to fakt. Ale zadręczanie się tym niczego nie zmieni. Nie jestem rolnikiem, nie mieszkam tu cały czas, nie mam wielu pożytecznych narzędzi, nie jestem w stanie zrobić wszystkiego, o wszystko zadbać. Ale mam dużo. I to mnie cieszy. Jedna czereśnia, trzy wiśnie,  20 porzeczek, dwa krzaki agrestu, parę jabłonek przy domu i kilkanaście zdziczałych jabłoni w sadzie, którym nikt nie zajmuje się od 20 lat. 

        Mój harmonogram dnia jest - dla osoby miastowej - być może prymitywny. Rano o szóstej muszę napalić w kuchni na dole na ciepłą wodę.  Bo ja tu nie mam centralnego ani elektrycznego bojlera. Grzeję wodę w garnkach, gotuję wodę na herbatę i kawę, jeśli coś mam zrobić gotowanego do jedzenia, to tylko rano właśnie, gdy się pali pod blachą kuchenną.  To, co mam zrobić z użyciem ciepłej wody, jakieś mycie,  sprzątanie, to też właśnie w tym czasie, bo potem ciepłej wody nie będzie aż do wieczora i palenia wieczornego. dzisiaj jeszcze rano kosiłam trawę za stodoła, póki rosa i kosa lepiej tnie. Odkosiłam chwasty i trawę pod papierówką, która już już niedługo będzie miała dojrzałe jabłka. 

       Potem robota na sucho, to znaczy albo w ogrodzie na polu, albo przy domu. Nigdy nie jest tak, że wszystko opielone, dopracowane. zawsze coś się znajdzie. Właśnie dorobi łam kolejne żerdzie do kompostownika, bo zrobił się za mały, za niski, a chwastów przybywa. Kompostowniki mam ekologiczne,  budowane z żerdzi,  mam ich kilak na zmianę.  W jednym kończę składować chwasty, odstawiam go na rok, po roku mam przerobioną ziemię, a w tym czasie używam drugiego i trzeciego. Dwa kompostowniki mam przy domu i jeden w polu przy tamtym ogrodzie.  czeka mnie zrobienie od zera nowego płotu. nie wiem jeszcze, kiedy się do tego zabiorę. 

      Wieczorna procedura zaczyna się o zmierzchu. Sprawdzam czy trzeba opryskać jakieś warzywa. Potem ewentualne podlewanie. Po raz drugi rozpalam w kuchni i zaczyna się chlapanie w wodzie. Płukanie owoców, warzyw, robienie przetworów, smażenie dżemów, gotowanie. W nawale pracy kończę przed północą.  Ale czasem wcześniej. A przecież w międzyczasie jest dom, sprzątanie, pranie, wymiana firanek po nieogrzewanym sezonie zimowo-wiosennym, kiedy w ogóle tu nie nocowałam. Ojciec szykuje się do miodobrania. To znaczy on się szykuje, a ja pomagam. Nie, nie będę zaprzeczać, większość robi sam, ale wczoraj targaliśmy wirówkę we dwoje ;-) Wiadomo, ze w dni wirowania, będziemy mieć czas zajęty oboje całkowicie. Na szczęście to niedługo trwa, ostatecznie nie mamy przecież nie wiadomo jakiej pasieki. I za to wszystko jestem wdzięczna losowi. Że mam co robić. 

        Ślimaka znalazłam, takiego z ładną zawijana okrągłą muszelką. Nie ruszałam go. Przykleił się do porzeczki i tak wisiał.  Takie ślimaki pamiętam z bardzo wczesnego dzieciństwa u dziadków. Zawsze tam były. Zbierałam puste muszelki na pamiątkę. Tutaj, gdzie teraz jestem, nigdy dotąd takich ślimaków nie było. Pojawiły się od niedawna, od może dwóch, trzech lat. 

wtorek, 14 lipca 2015, onikra

Polecane wpisy

Komentarze
2015/07/14 14:12:55
Rzeczywiście, pogoda zupełnie inna, niż podczas upałów. Ciśnienie faktycznie niskie - chociaż ja nie mam z tym większych problemów na szczęście ;) Zgodzę się, ślimaków jest pełno. Pozdrawiam :)
-
2015/07/14 21:48:14
Masz bardzo dobre podejście do życia w czasie zrywania porzeczek. Myślę, że ma na to wpływ obcowanie z przyrodą. Ona nas uczy pokory i cierpliwości.
Pozdrawiam serdecznie znad miseczki truskawek (kupnych - niestety!).
-
2015/07/15 20:34:02
Z wielkim zainteresowaniem czytam Twoje relacje. Żyjesz w zgodzie z przyrodą i lubisz swoje zajęcia. Bardzo ładnie o tym piszesz, niemal czułam zapach liści czarnych porzeczek i pokrzyw, gdy pisałaś, jak wchodzisz w te trawy.
Masz tyle pracy i aż mi głupio, że ja często narzekam na nadmiar swoich zajęć domowych.
-
2015/07/16 18:17:27
W sumie mam wrażenie, gdy tak się przyglądam, że inni mają znacznie więcej do roboty niż ja. Mówiąc szczerze, mogłabym w każdej chwili to rzucić ;-)
Pogoda się zmienia na lepsze :-)